czwartek, 5 listopada 2009

stuck in yesterday

you're not that far!

Myślałam, że problemy są małe, przejściowe. Że tak musi po prostu być. Że mój problem nie oznacza końca świata. A jednak... Mieliśmy wspierać się wzajemnie, stawać ramię w ramię kiedy zajdzie potrzeba, a teraz? na co to wszystko było? Jest mi przykro, że wiele lat pracy pójdzie na marne.

piątek, 23 maja 2008

...

Jak bardzo wiele mamy lat
pod tą leszczyną. Pod tą leszczyną.
Ciągłością umęczony świat
i czyją winą? Czyją winą?

Tak w siebie zapatrzeni przekraczamy nas.
Daleko za odległość. Za odległość.
Oczom widocznie nadszedł już czas
by dojrzeć świata część zaległą.

Zobaczył nam się nagle świat:
ja Ciebie widzę a Ty mnie.
Och jak niewiele mamy lat:
jak krótka bajka w długim śnie.






Pieprzony Księciu z Bajki! Tak cholernie tęsknię... Szkoda tylko, że nigdy nie powiem Ci tego wprost.

środa, 21 maja 2008

Welcome in Hell...

Tak więc wielki powrót. Mam internet, po tych 7 cholernych miesiącach. Ale wróciłam też do smutnej rzeczywistości po dwóch latach. Sporo się też zmieniło. Tak, ja też. Chciałam zacząć od nowa, zupełnie. Doszłam jednak do wniosku, że coś musi pozostać takie samo.

Czego mi brakuje? Beztroskości i poczucia bezpieczeństwa. Chciałabym móc po prostu wrócić do domu i niczym się nie przejmować. Skupić się na szkole, ZHP. I na przygotowaniach do tych cudnych, cudnych Mazur.

Nieważne.

Dwa lata - czy przez ten czas człowiek może się zmienić, ale tak zupełnie, zupełnie? Czy przez te 2 lata (długie, krótkie?) można zapomnieć o wszystkim? Czy można wybaczyć?
Jedno jest pewne: po dwóch latach pozostaje to samo wachanie - co najpierw? Chować noże, uciekać, dzwonić? Ten dylemat pozostaje na zawsze. Tylko, że kiedyś skończą się łzy.


Tu powinno być moje pierwsze wspólne zdjęcie z Kaapi. No, ale nie wyszło.


-Monisiu, nie masz maryśki może trochę?

No, to jak?
Hurra, hurra, maturra.

piątek, 9 maja 2008

Siedem dni.

Właściwie to sześć. Tylko jeszcze nie wiem do czego. Na pewno będzie to coś innego- pytaniem jest czy będzie to horror czy nowe lepsze życie? Ciekawe, ujmujące, interesujące i jeszcze jakieś inne mądre słowo.

Tak, wiem. Wiem, że to nie mądre żyć dwa razy, na dwa różne sposoby. Ale tęsknię za tym, szalenie. Z innej strony to lepiej, że jestem tylko raz. Tylko tu i teraz. Ale... kiedyś nie wytrzymam.
Myślałam, dużo, dużo. Doszłam do wniosku, że nie mogę tak dłużej. To jest męczące dla mnie i uciążliwe dla innych. Powinnam z tym skończyć. Ale... To jest takie miłe, kiedy ktoś troszczy się o Ciebie. Nawet, jeśli jest tak daleko. Będzie mi tego bardzo brakować, bardzo.
A izolacja miała trwać od listopada. Nie wyszło? Prawie.

Wciąż oglądam zdjęcia. Dużo, dużo zdjęć. Chcę zobaczyć choć jedno, które mnie zaboli. Zaboli tak bardzo, że przestanę o tym myśleć. Najbardziej chciałabym zobaczyć nasze wspólne.



* Kaapi, kocham Cię, a nie mamy wspólnego zdjęcia! Ja mam zdjęcie nawet z emo-girl! Ale z Tobą nie! Tak być nie może, prawda?


Mazury, Mazury. Czkawa odwołana. Czekam więc na najwspanialsze, ostatnie dziecięce wakacje na Mazurach. Z Kaapi!

czwartek, 10 kwietnia 2008

Informatyka

Bo tak naprawdę, to to pisze się przez ch.
W związku z traumą 2008 ( w naszym przypadku 2009) wybieramy się na matematykę, na studia.


pwd.

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Śnieg i heja

Pada śniej, pada śnieg i heja, 3,0 i do przodu.

To nic, że boli mnie głowa, tęsknię zajebiście i zepsuł mi się telefon.

Mam Kłapouchego i jest ok, średnia 3,0 - cienko, ale do przodu.

Dokumentacja najlepsza w Związku Drużyn i super. To nic, że kronika bez zdjęć. jest okej. 11 dzieciaków, szykuje się wręczenie chust, w lutym obietnica i nabór. Nabór, nabór, nabór. W przedszkolach. 1, 2, 3? Nie wiem. Zobaczymy, gdzie nas zechcą, zobaczymy, jak nam się zechce.

W piątek bal i dęs dęs dęs jak to mówi Kasia, balanga z Sylwią. Na trzeźwo, choć to ostatnio dziwne, ale damy radę i będziemy się bawiły lepiej niż wszyscy razem wzięci. Fryz i kiecka, Sylwi białe rajty i jedziem, jedziem panie Zdzisiu.


Martuś tęsknię!
Bardzo!
Warszawa wciąż aktualna?


O Wrocławiu nie marzę, Poznań, może Szczecin..., ale nie wiem. Nie wiem czego chcę i czy w ogólę chcę.

sobota, 24 listopada 2007

Szczecin once again

Tak, wciąż siedzę w Szczecinie.
Noc była zabójcza. Z kotem na twarzy. Maniek (Silan, albo ten drugi) zostawił nawet ślad na mojej twarzy.
Smsy do późna. Jakoś tak wyszło.
Tylko, że znów poczułam się głupia. bo ja nie myślę. O takich rzeczach.

Szukam w necie jakichś doświadczeń takich banalnie prostych, dla zuchów, na wtorek. No i mam narazie 3. Tzn. sztuczki niby. atrament sympatyczny, jajko i kość w occie. Siostra chemiczka, jakoś to będzie. A raczej musi.

To nic, że przestałam istnieć dla świata.


Martuś, tęsknie!