Tak, wciąż siedzę w Szczecinie.
Noc była zabójcza. Z kotem na twarzy. Maniek (Silan, albo ten drugi) zostawił nawet ślad na mojej twarzy.
Smsy do późna. Jakoś tak wyszło.
Tylko, że znów poczułam się głupia. bo ja nie myślę. O takich rzeczach.
Szukam w necie jakichś doświadczeń takich banalnie prostych, dla zuchów, na wtorek. No i mam narazie 3. Tzn. sztuczki niby. atrament sympatyczny, jajko i kość w occie. Siostra chemiczka, jakoś to będzie. A raczej musi.
To nic, że przestałam istnieć dla świata.
Martuś, tęsknie!
sobota, 24 listopada 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz