piątek, 23 listopada 2007

Brak internetu.

Od 2 listopada internetu brak, ale takie jest życie. Raczej już też nie będę go mieć. Mówi się trudno i płynie się dalej.

Siedzę teraz w wypasionym mieszkaniu mojej wypasionej siostry, i wszystko jest wypasione.

Choruję drugi tydzień, zmieniłam totalnie życie i przypłacam to wcześniej wspomnianą chorobą.
A jutro pierwszy dzień pracy. Z gorączką i napadami kaszlu.

Ach i od niedawna jestem optymistką, wiesz?



I przestałam kochać, przestałam!

Zupełnie inaczej.

Brak komentarzy: