Słysząc dziś piosenkę Hufca Jastrzębie, wspominałam Kielce i poraz tysięczny rozmyślałam o harcerstwie. Wsłuchując się w słowa, przed oczami miałam drużynę przyjaciół z drużynowym na czele. I przypomniały mi się chwile, kiedy jeszcze miałam drużynowego. Jak wtedy było... beztrosko? Drużynowy był wtedy dla mnie ideałem. Wiem, że i ja jestem ważna dla moich zuchów pampuchów. Tylko, że.. to nie to samo.
Załóżmy drużynę, no.
Cały dzień spędzony na papierach. Najpierw karta obrzędowości, sprawności, potem plan pracy i książka pracy. I chyba mnie to zmęczyło. Ale dokumentacja to pierwszy krok do wygrania zakładu z Kubą, ha;>
Biwak? Dwa biwaki? Usługiwanie przez 6 h i kołysanka coraz bliżej, bliżej, bliżej!
Martuś tęsknie!
I tęsknie też za. Za . Za sobą.
"Bądźcie heroldami miłości, a nie sprawiedliwości." bł. Maria Beltrame Quattrocchi
piątek, 19 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
oj monis. harcerstwo to chyba njawieksza i najwazniejsza czesc twojego zycia. a bycie autorytetem to ciezkie wyzwanie...
Prześlij komentarz