wtorek, 30 października 2007

Nie potrafię?

Chciałam zmienić parę rzeczy w sobie (dalej chcę, żeby nie było;) ), ale parę też zmieniło się nadprogramowo.

Przestałam rozumieć ludzi, którzy wiecznie użalają się nad sobą. Sama kiedyś taka byłam, teraz chce mi się z tego śmiać. Ile ja miałam wtedy lat? 13? 14? A teraz ogarnia to większość moich rówieśników. Dla mnie, to po prostu jest żałosne.
Dziwnym dla mnie jest fakt, że dla niektórych najważniejszym problemem jest brak drugiej osoby. Ja naprawdę wiem, że to jest ważne, sama to też czasem odczuwam. Ale są ważniejsze sprawy, chociażby matura. Sympatię czy przyjaciela można poznać w każdej chwili, a maturę zdaje się tylko raz. Nie chcę, żeby to wyglądało tak, że dla mnie tylko nauka się liczy, bo tak nie jest. Ale nie umiem zrozumieć jak różne błahostki mogą być powodem do totalnego załamania. Wiem, że kiedy one się nawarstwiają, jest ciężko. Ale przecież nie rzucę się pod pociąg dlatego, że połamały mi się paznokcie, a hodowałam je dwa tygodnie.
Wiele osób wychowywało bądź wychowuje się bez jednego z rodziców, ale nie widzę przyczyn, dlaczego mieliby to manifestować, wykrzykiwać na prawo i lewo, usprawiedliwiać tym swoje zachowania, cechy. Nie uznaję takiego wytłumaczenia: bo ja tak mam. Nie pasuje mi to, to to zmieniam, a nie szukam głupich wymówek.
Lenistwo. Ja jestem leniwa, ale wydaje mi się, ze rozsądnie. Mam coś do zrobienia, mam ochotę się poobijać. Obijam sie chwilkę i robię to, co muszę. Chcę mieć dobrą ocenę, to sie uczę, ćwiczę. A nie: bo już umieram. Strasznie, naprawdę.
Najgorsze jest udzielanie rad i obracanie całego świata w żart. Ja wiem, że nie można wszystkiego brać na serio, bo można zwariować, ale kiedy chcę poważnie porozmawiać, a mój rozmówca obraca wszystko w żart, to wnętrzności sie we mnie gotują. A rady: sam z siebie wiecznie robisz debila, a kiedy ktoś chwilowo ma fazy to od razu trzeba na niego nakrzyczeć, przecież teraz powinien zachowywać się poważnie, prawda?

Żenada.

Wiem, że jestem nietolerancyjna. Ale nie przeszkadza mi to. Aktualnie żyję długim weekendem, zbiórką i bólem nogi. Czego chcieć od życia więcej;)?

0 komentarze: